Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
Rozdział X


14/05/2009 16:34:33
Rozdział X
Lodowiec był głęboko błękitny, nasuwał skojarzenie z dużą ilością orzeźwiającej wody i aż kusił, żeby go polizać. Niebo, daleko w górze, było idealnie błękitne, ale w połowie głębokiej na kilkaset metrów szczeliny panował przenikliwy chłód i półmrok. Dagmara z wprawą wbijała w ściany żelazne kolce, równo co pół metra, na tyle daleko jeden od drugiego, żeby lód wytrzymał i na tyle blisko, żeby idąca z tyłu Ula mogła je wykręcać i podawać znów do przodu. Sprzęt do zdobywania lodowców był własnością tej ostatniej, a w jej bagażach znalazł się dzięki zapobiegliwości Aleksa. Dziewczyny rozmawiały i śmiały się co chwila, bo wspinaczka nie była szczególnie trudna, choć czasochłonna, o co Dagna oskarżała Ulę, twierdząc, że ta wzięła zbyt mało kolców. Zapewne, łatwiej by było, gdyby nie trzeba ich było wykręcać, jednak zabranie w długą podróż takiej ilości sprzętu przekraczało możliwości nawet silnego mężczyzny. Zaczęły o świcie, teraz dochodziło południe, a na oko czekało je jeszcze drugie tyle do przejścia. Mimo to były dobrej myśli. Kiedy dojdą tam, na górę, zobaczą to, co dotąd zasłaniał im biały olbrzym. Może wreszcie ujrzą cel swojej podróży? Po uciążliwej przeprawie przez dolinę wspinaczka była miłą odmianą. Tylko mały Dag, znów w klatce, trząsł się ze strachu i popiskiwał, nie rozumiejąc, po co te dziwne, dwunogie istoty pchają się tam, gdzie jest zimno, a u stóp zieje potworna przepaść.


# # #



- Złotilij? Obudź się. - Aleks szturchnął towarzysza, jednocześnie zwijając swój koc. - Idziemy.
- Bez śniadania?...
- Bez.
Złotilij skrzywił się, ale nie miał ochoty na kłótnie. Zdjął z ramienia fioletowego pająka i delikatnie postawił na ziemi.
- Słyszysz, Piękny? Pobudka - szepnął. - Uważaj, żebym na ciebie nie nadepnął...
Pająk, przebierając szybko wszystkimi swoimi nogami, podbiegł do występu skalnego, wzbudzając zazdrość głodnego przyjaciela. Wrócił akurat wtedy, kiedy koce były już w plecakach, a chłopcy szykowali się do odejścia. Wskoczył na swoje miejsce, na ramieniu Złotilija, i starannie czyścił przypruszony kredą pyszczek.
- Wiesz, że on chyba wczoraj wiedział, że się zawali? Chwilę wcześniej zrobił się niespokojny i strasznie mi przeszkadzał, aż nie mogłem iść. Dzięki temu mnie nie przysypało.
- Odwdzięczył ci się za transport. Słyszałem o tym, że zwierzęta potrafią czasem przewidywać takie zdarzenia.
- Oczywiście, że potrafią! Pamiętasz, jak zawaliła się ta grota niedaleko Cichej Hali? Mieszkała w niej dzika kotka z małymi i tego dnia przeniosła wszystkie małe gdzie indziej! A jak ten pająk mieszka całe życie pod ziemią, to musi wiedzieć takie rzeczy.
- Yhm - mruknął niezbyt uważnie Aleks. Nagle coś sobie przypomniał.
- Przecież to byłeś ty! Wtedy, osiem lat temu, w grocie zasypało chłopaka. Minęło kilka godzin, zanim ktokolwiek to zauważył, a zanim go znaleziono, spędził tam całą noc, przysypany. Teraz się zorientowałem. Chodziłeś tam, do tych kotów...
- Zgadza się. A pewnego dnia ich nie było. Myślałem, że przeniosły się głębiej, więc zacząłem szukać. Zawaliło się, a ja zostałem uwięziony. Siedem lat miałem. Wiesz, jak to jest, jak się jest takim małym dzieciakiem i nie można się ruszyć, i już się czuje te wszystkie kamienie, zupełnie, jakby cię przygniatały?... Wiesz, jak to jest, kiedy w ciemnościach nic nie widać, i masz wrażenie, że zaczyna ci brakować powietrza? Nigdy... nawet wczoraj... nie bałem się tak bardzo.
Aleks milczał przez dłuższą chwilę i Złotilij myślał już, że uznał rozmowę za skończoną, kiedy jednak się odezwał.
- Nie wiem, jak to jest. Oczywiście, wczoraj się bałem, ale bałem się tylko tego, co było rzeczywistym zagrożeniem, widziałem ten kamień, który w każdej chwili mógł runąć...
- ...co też w końcu zrobił.
- Tak. Ale nie czułem wagi wiszących nade mną głazów, nie wydawało mi się, że brakuje powietrza. Bałem się tylko tego, co wiedziałem, że się wydarzy.
- Szczęściarz. Najwyraźniej ja mam bujniejszą wyobraźnię.
- Nigdy bym cię o to nie podejrzewał.
- Dzięki.
Znów jakiś czas szli w ciszy. Złotilij bawił się karmieniem swojego pająka. Wtem Aleks zatrzymał się.
- Zobacz... Tam. Światło?
Złotilij spojrzał we wskazanym kierunku i też zobaczył na ścianie odblask, jakby zza zakrętu padały na nią promienie słońca.
- Myślisz, że my naprawdę... doszliśmy? - spytał i nie namyślając się pobiegł do przodu.
- Uważaj!... - zawołał Aleks i w tej samej chwili usłyszał bolesny krzyk. - Co się stało?!
- Nic takiego, wpadłem do jakiejś dziury. Możesz mi pomóc? - dobiegł go nieco z dołu głos towarzysza. Spojrzał i zobaczył wstrząsający widok - głowę leżącą na ziemi. Roześmiał się, na co głowa zareagowała oburzeniem.
- Lepiej byś mi pomógł, a nie się nabijasz. Nie widziałeś człowieka w rozpadlinie?
- Przepraszam. - Aleks przeskoczył na drugą stronę i wyciągnął rękę. - Wszystko w porządku? Powinieneś wiedzieć, że nie wolno...
- WIEM - odpowiedział Złotilij tonem, wskazującym, że nie ma ochoty na dalsze dyskusje. - Kto to widział, takie pułapki na samym końcu... - syknął z bólu, stanąwszy na prawej nodze.
- Wszystko w porządku?
Nie, nie było w porządku. Przy pechowym upadku Złotilij skręcił nogę w kostce i szedł teraz z trudem, wsparty na ramieniu Aleksa. Skupiony na walce z bólem, nie podnosił głowy, dopóki nie zalała go fala ciepła. Wtedy spojrzał - i oniemiał. Przez chwilę obaj stali bez ruchu, wpatrując się w rozpościerający się u ich stóp krajobraz. Stali w połowie wzgórza, za sobą mieli zbocze i wyjście z tunelu, obramowane dwiema szarymi, kamiennymi kolumnami, rzeźbionymi tak, że wyglądały na oplecione bluszczem. Wrażenie potęgował porastający je, żółtozielony mech. Jednak tego nie widzieli, odwróceni plecami, wpatrując się w to, co przed nimi. W nowy, dziwny świat, o którym słuchali opowieści w długie, zimowe noce. Wiedzieli, że niektórzy mieszkańcy Cichej Hali pochodzili stamtąd, jednak nawet w Korytarzu nie całkiem wierzyli w jego istnienie. Nie potrafili sobie wyobrazić. Oto rozciągała się przed nimi olbrzymia, zupełnie płaska równina, bez jednego drzewa, aż po niesamowicie odległy horyzont. Chylące się ku zachodowi słońce nadawało niezwykłą, różowawą barwę wysokim, bujnym trawom, chylącym się pokornie pod dotykiem twardej i silnej ręki wiatru. Było pusto - rozpaczliwie pusto, jakby tylko oni dwaj byli żywi, na całej tej olbrzymiej równinie. Nie było zwykłych o tej porze dnia cieni, bo nie było nic, co mogłoby te cienie rzucać. Tylko zalane różowym blaskiem trawy i pomarańczowa tarcza słońca, opadająca za granicę ziemi. Pęd powietrza rozwiał im włosy, przytłumione światło oślepiało oczy, przyzwyczajone do ciemności. Mimo woli cofnęli się w głąb korytarza. Pająk kręcił się niespokojnie na ramieniu Złotilija.
- Dzisiaj możemy się jeszcze przespać razem. - Uśmiechnął się chłopak i pogłaskał go po jedwabistym, bladofioletowym futerku. - Zostań z nami, będzie przyjemniej. Jutro się rozstaniemy.
Stawonóg, jakby zrozumiawszy, uspokoił się natychmiast. Chłopcy, wygłodzeni, pozwolili sobie na sutą kolację. Mieli przy sobie łuki i wierzyli, że teraz na pewno uda im się zdobyć pokarm. Aleks obejrzał nogę towarzysza i doszedł do wniosku, że wystarczy nie nadwyrężać jej do następnego dnia. Potem, niedowierzając jeszcze, że jutro na dobre opuszczą ciemny tunel, zawinęli się w koce i próbowali zasnąć. Podczas wędrówki trochę rozregulowali sobie zegar biologiczny, tak że tego dnia nie szli wcale długo i nie byli jeszcze zmęczeni. Mimo tego leżeli w ciszy, starając się powrócić do prawidłowego rytmu. Złotilij czuł dziwną pustkę - przeszli Korytarz, dotarli do świata Po Drugiej Stronie Gór, ale naprawdę nie wiedział, co dalej. Oszołomił go i zaniepokoił widok olbrzymiej, bezludnej równiny. Po raz pierwszy w życiu poczuł, że ciasny, podziemy tunel jest miejscem bezpiecznym i przytulnym - bo znanym.


# # #



Słońce wysyłało ostatnie, pożegnalne promienie zza trójkątnego szczytu, złocąc krawędzie małego, samotnego obłoczka. Ostry, zimny wiatr docierał także do ich kryjówki - niewielkiej niszy pomiędzy spiczastymi skałami, przypominającymi wieżyczki bajkowego zamku. Magda westchnęła ciężko.
- To jest beznadzieja kompletna. Gdzie byśmy nie weszły, zawsze się okazuje, że wkoło są tylko te przeklęte góry. Może to jakieś czary?
- Jasne. - Dagmara tym razem nie siliła się na szczególnie błyskotliwą wypowiedź, ale sam ton jej głosu sprawił, że Magda poczuła się obrażona.
- Jak jesteś taka mądra, to może wyjaśnisz, dlczego nigdzie nie możemy dojść? Mówiłaś, że Korytarzem idzie się tylko kilka dni!
- Pod ziemią.
- To co, że pod ziemią?
- Przy twojej bystrości nawet córka kowala wydaje się być osobą wcale sprytną.
- Tunel idzie pewnie cały czas płasko, a my musimy się wspinać i dlatego zajmuje nam to o wiele więcej czasu - wyjaśniła spokojnie Ula. Siedziała nieco wyżej niż one, na małym występie skalnym, zawinięta w koc. Jako jedyna nie sprawiała wrażenia zawiedzionej, kiedy okazało się, że lodowiec nie jest ostatnią przeszkodą, jaką muszą pokonać.
- Zejdź niżej, od tego wiatru będą cię bolały uszy! - zawołała Magda. Ula tylko się uśmiechnęła i pokręciła głową. Po raz pierwszy w życiu była na lodowcu, podziwiała teraz jego olbrzymią, śnieżnobiałą skorupę, wciśniętą między poszarpane szczyty. Powierzchnia wydawała się być zupełnie gładka, tylko po środku kałuża, niemal tak duża, jak mały staw, zdradzała swoją obecność pomarszczonym odbiciem nieba i szczytu. Było tak pięknie, że Ula miała ochotę wstać i iść dalej, czuła, że lodowiec wzywa ją do siebie. Jednak Magda i Dagna były zmęczone oraz zawiedzione - dla nich celem nie był lodowiec, lecz to, co kryło się gdzieś za nim. Nie były zainteresowane jego niezwykłym pięknem.


# # #



Kilkunastoletni chłopiec wstał, wyciągnął przed siebie dłonie i delikatnie pogłaskał pysk stojącego obok niego konia. Silny, zachodni wiatr potargał białe włosy o błękitnawym połysku, związane z tyłu w długi warkocz. Na niebie nie było ani jednej chmurki, jaskrawo różowa tarcza słońca zbliżała się do horyzontu, zalewając ziemię potokami fioletowawego światła i tworząc dziwny, surrealistyczny nastrój. Jednak blade oczy chłopaka zdawały się tego nie zauważać, zdawały się nie zatrzymywać na niczym konkretnym.
- Nie martw się, Szczyglu. Ona niedługo wróci, jak zawsze. Powinieneś się już do tego przyzwyczaić, przecież od lat zawsze wraca - szeptał. Zapewne bardziej chciał uspokoić siebie, niż wierzchowca, który sprawiał wrażenie niewzruszonego. Parsknął cicho, jakby pocieszająco.
- Wiem. Z nimi nigdy nic nie wiadomo, a gdyby zaskoczyli jedno z nas samotne... Czy ona nie mogłaby się pospieszyć?
Zachodni wiatr silniej szarpnął włosy, jakby chciał im pomóc wyswobodzić się spod ściskającego rzemyka. Chłopiec usiadł z powrotem, by schować się przed jego podmuchami za prowizoryczną zasłoną z lekkiego, ale szczelnego, półprzezroczystego materiału.



[Powrót] Komentuj









~Świt...












Księga gości
Wpisz się
Oglądaj

Archiwum

>"Po Drugiej Stronie Gór" (nowa wersja)
rozdział I

"Po Drugiej Stronie Gór" rozdział II
"Po Drugiej Stronie Gór" rozdział III
"Po Drugiej Stronie Gór" rozdział IV
"Po Drugiej Stronie Gór" rozdział V
"Po Drugiej Stronie Gór" rozdział VI
"Po Drugiej Stronie Gór" rozdział VII
"Po Drugiej Stronie Gór" rozdział VIII
"Po Drugiej Stronie Gór" rozdział IX
"Po Drugiej Stronie Gór" rozdział X
"Po Drugiej Stronie Gór" rozdział XI
"Po Drugiej Stronie Gór" rozdział XII
"Po Drugiej Stronie Gór" rozdział XIII

Klaus i Trudi

"Historia Nimleth i Gharra"

"Po Drugiej Stronie Gór" (stara wersja) cz.
I

"Po Drugiej Stronie Gór" cz. II
"Po Drugiej Stronie Gór" cz. III
"Po Drugiej Stronie Gór" cz. IV
"Po Drugiej Stronie Gór" cz. V




Linki
Moje
Niezapominajka
mój pierwszy blog

Kaczogród

Lily
takie sobie wynurzenia...

Oceny
Poczochrane
Najlepsze oceny w sieci.

Gildia Białego Kruka

Marking Stories

Pastwisko
tu my oceniamy książki

Przyjaciele
Piórem i Pazurem
Opowiadania Zebrane niejakiej Traq.

Och, Sev!

Żona dla Śmierciojada

Industrial Diseases

Dyskretny Urok Smoków
Kroniki Silv, pióra RinVa.




Bloguj.Net
Created By Sunshine
Powered By Blog