Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
Rozdział V


14/05/2009 16:28:14
Rozdział V
Dziewiętnastego spadł śnieg. Nie było w tym nic dziwnego, do końca kwietnia zdarzały się często takie nawroty zimy, ale Magda była po prostu chora ze złości i zniecierpliwienia. Dagmara przysłała przez Agnes karteczkę, że wyjście odłożono do trzydziestego. Jeszcze dziesięć dni! Czy można czekać tak długo? Wtedy właśnie przyszła Ula. Już od dłuższego czasu przyglądała się przyjaciółce uważnie. Zauważyła, że opady śniegu wpłynęły niekorzystnie na jej nastrój, stała się poirytowana i marudna. Starsza koleżanka przypomniała sobie niechęć dziewczyny do gór i jej podniecenie na wiadomość o wyprawie Dagmary. Dodała to wszystko i zrozumiała.
- Magda, to chyba nie jest najlepszy pomysł - tłumaczyła teraz nieśmiało, prawie szeptem. - Czy twoi rodzice wiedzą chociaż o tych planach?
- Oczywiście, że nie! Przecież nigdy by mi nie pozwolili iść!
- Oni chyba wiedzą, co robią, nie wydaje ci się?... To znaczy... Przecież to jest niebezpieczne!
- No to co? Nie boję się.
- Ale... Przecież twoi rodzice będą się denerwować...
- Zachowujesz się jak stara kwoka! Przecież wiedzą, że zawsze chciałam tam iść, więc się domyślą, że skorzystałam z okazji. Zresztą, zostawię im list. I... wiesz co? Choć ze mną! Zobaczysz, będzie super!
Ula poczuła, że zaschło jej w gardle, głos odmawiał posłuszeństwa. Jak zawsze, gdy potrzebowała go do obrony. Bezradnie pokręciła głową, ale Magda nie przyjęła tego do wiadomości, może zresztą w ogóle nie zauważyła. Jak zwykle, gdy coś strzeliło jej do głowy, niezwykle trudno było nakłonić ją do zmiany zdania.
- Mówię ci, będzie fajnie! Zobaczymy tamten inny świat, poznamy ludzi, którzy tam mieszkają... Muszą być strasznie fajni! Chyba prawie w ogóle nie mają nocy, bo przecież nic im nie zasłania słońca! A przecież potem zawsze będziemy mogły wrócić razem z Dagmarą. Chodź, proszę...
- Ja... Uważam, że powinnaś jednak powiedzieć o tym rodzicom. - wychrypiała w końcu starsza dziewczyna. Do Magdy dotarło, że powodzenie jej ucieczki wisi na włosku.
- Nie waż się! Nie możesz nikomu o tym powiedzieć! Nikomu, rozumiesz? Oni mi zabronią, zamkną mnie i będą mnie pilnowali i już nigdy nie uda mi się stąd wyrwać! Ja muszę iść, muszę!!! Przecież jesteś moją przyjaciółką, prawda? Ula, proszę, chodź ze mną...
Magda prosiła tak długo, aż w końcu Ula zgodziła się. Była na siebie zła, że nie potrafiła postawić na swoim, ale kłamstwem było by twierdzenie, iż została zmuszona. Cóż, Urszula nie była przecież z kamienia, perspektywa takiej trochę dłuższej wycieczki wcale nie była jej przykra. Prawdę powiedziawszy, najbardziej przerażała ją aura mistycyzmu i fanatyzm młodszej przyjaciółki. Dla Magdy Góry symbolizowały więzienie, strach, zagrożenie życia, ciemność i wszystko, co najgorsze. Kraj po drugiej stronie Gór był bez mała synonimem nieba: jasny, bezpieczny, pełen przyjaznych, radosnych ludzi... W Uli budziło to niechęć i dziwny wstręt. Kochała swoją krainę i uważała ją za najlepsze miejsce do życia. Nie wyobrażała sobie, że mogła by mieszkać gdziekolwiek indziej. Uwielbiała wycieczki, zdobywanie okolicznych szczytów i była ciekawa tego "innego" świata, dlatego się zgodziła. Kiedy słyszała porównania Magdy, robiło jej się słabo. W tajemnicy zerwała też jedną z danych przyjaciółce obietnic - mianowicie przysięgę milczenia. Stanowczo nie była w stanie zrobić czegoś takiego swoim rodzicom, tak po prostu uciec, jakby zrobili jej coś złego. Była na tyle lojalna, że nie wyjawiła uczestnictwa Magdy. Ot, po prostu spytała, czy nie mogła by skorzystać z okazji i towarzyszyć Dagmarze? Rodzice byli trochę zdziwieni, że decyduje się tak w ostatniej chwili, ale uznali, że szesnastoletnia dziewczyna jest już wystarczająco odpowiedzialna i potrafi sobie poradzić. Cieszyli się, że córka zobaczy kawałek świata. Nie zdawali sobie wprawdzie sprawy z tego, jak olbrzymia jest odległość między ich doliną a równinami. Wiedzieli tylko, że co jakiś czas ktoś stamtąd przychodził. Oni sami należeli do rdzennych mieszkańców Cichej Hali i nigdy dotąd jej nie opuszczali. Ubędzie jednej pary rąk do pracy, to prawda, ale przecież dzieci Wiatrochwyta są coraz starsze i coraz lepiej nadają się do pomocy, niektóre proste czynności, jak karmienie kur, można też powierzyć już Axelowi...
W każdym razie Ula uzyskała zgodę i teraz mogła już towarzyszyć Magdzie z sumieniem prawie czystym. Gdyby nie uroczysta obietnica złożona przyjaciółce, to ani chybi poszłaby też do jej rodziców, zwłaszcza, że skoro i ona i Dagmara uzyskały pozwolenie... Nie, nie można o tym myśleć. Dała słowo i nie może go złamać, niech się Magda martwi. Niestety Urszula należała do tego typu osób, które zawsze czują się winne, zawsze czują, że nie dość jeszcze zrobiły by pomóc innym, by uchronić ich przed wszelkim złem.



Trzydziestego kwietnia, o godzinie czwartej rano, kiedy na horyzoncie dopiero pojawiała się jaśniejsza smuga zwiastująca zbliżanie się dnia, trzy dziewczyny spotkały się wysoko nad Cichą Halą, na drodze prowadzącej na Biały Szczyt. Dagmara oczywiście nie była zbyt zachwycona obecnością Uli. Równie oczywiste było, że nie zachowa tego dla siebie.
- Wzięłaś ze sobą laleczkę? Wiedziałam, że nie dasz rady utrzymać niczego w tajemnicy.
- Ula jest moją przyjaciółką! Nie mogłam jej tak po prostu zostawić bez słowa!
- Czy jest jeszcze dużo osób, których nie mogłaś zostawić bez słowa?
- Łatwo ci mówić! Ty nie musiałaś się ukrywać, po prostu kazali ci iść, to idziesz. Myślisz, że wymykanie się na całe lato bez wiedzy rodziców jest takie proste?
- A czy ja cię prosiłam, żebyś ze mną szła? Zaczynam żałować, że się zgodziłam. Idziemy.
Przewodniczka odwróciła się i ruszyła przed siebie, nie zwracając już więcej uwagi na towarzyszki. Ula i Magda wymieniły spojrzenia i uśmiechnęły się krzywo. Nie ma co, podróż zapowiadała się przyjemnie!
Szły szybko, pomimo ciężkich bagaży: każda dźwigała na plecach wyładowany do granic możliwości worek podróżny, poobwieszany z zewnątrz niczym zimowe drzewko z karmą dla zwierząt. W pół godziny osiągnęły Biały Szczyt i tam po raz ostatni obejrzały się na Cichą Halę. Z wysokości wydawała się taka odległa i mała, a jednocześnie tak bezpieczna! Wszystkie trzy po raz pierwszy opuszczały rodzinną wioskę. Kłamstwem było by powiedzieć, że nie czuły lęku. Odległa dolina, w której spędziły całe swoje dotychczasowe życie, zniknie im teraz z oczu i minie wiele tygodni, nim znów ją ujrzą. Ula poczuła głęboki żal, że zdecydowała się wziąć udział w wyprawie. Magda zapragnęła wrócić, obudzić ojca i opowiedzieć mu o wszystkim, zapragnęła mieć jego błogosławieństwo, nie uciekać jak złodziej. Nawet Dagmara poczuła, że ogarnia ją wzruszenie. Odwróciła się gwałtownie w przeciwną stronę, tyłem do Cichej Hali. Spojrzała na rozpościerające się u jej stóp łańcuchy górskie, na inne, zamglone doliny, na nienazwane szczyty. Gdzie za tym wszystkim istniał nieznany świat, w którym miała odnaleźć siostrę? Jak uda jej się tego dokonać? Potęga gór zauroczyła ją. Oto złudzenie, że wystarczy zrobić krok do przodu, by unieść się w powietrze i dolecieć do kolejnego szczytu...
- Idziemy! Któraś potrzebuje może husteczki? A może ktoś ma ochotę wrócić? Nie? Szkoda...
Dagna odrazu poczuła się lepiej. Nie ma bardziej niezawodnego sposobu na własne wzruszenie niż wyśmiać je u innych. Szybkim krokiem ruszyła w dół, w stronę kolejnej przełęczy. Tamte dwie z ociąganiem ruszyły za nią. W końcu Biały Szczyt przesłonił widok i wszystkie poczuły się pewniej, a dziwna rozpacz minęła. Nie poddały się ostatniemu wezwaniu Cichej Hali, a teraz jej głos już nie mógł ich dosięgnąć...



"Krok za krokiem idę przez góry
idę przez świat niezwykły, który
ofiarowuje mi tysiące przygód,
tysiące marzeń i snów..."


Donośny śpiew dziewcząt płoszył ptaki, kozice i jaszczurki. Szły teraz przez olbrzymie skalne rumowiska i w zasadzie powinny zachować ciszę, skupić się na ostrożnym stawianiu stóp. Jednak wędrowały już kilka godzin w milczeniu i w końcu narosło w nich pragnienie usłyszenia ludzkiego głosu. Próby rozmowy spełzały na niczym, bo Dagmara nawet nie próbowała być miła, wydawało się, że kłócenie się z Magdą sprawia jej sadystyczną przyjemność. Jednak kiedy udręczona słuchaniem ich sporów Ula przezwyciężyła nieśmiałość i zanuciła cichutko jakąś "podróżną" piosenkę, szybko się dołączyły i teraz śpiewały już na cały głos. Znały wiele melodii, może niespecjalnie bogatych jeżeli chodzi o urozmaicenie tekstu, ale doskonałych do marszu. Na obiad zatrzymały się dopiero późno po południu, tak że w sumie była to bardziej kolacja. Rozpaliły ognisko i Dagmara wyjęła okrągły garnuszek z wkręcaną pokrywką. Po chwili nad miejscem postoju rozniósł się apetyczny zapach odgrzewanego bigosu. Cały dzień wędrówki zaostrzył ich apetyty, jadły więc z największą ochotą. Nikt nie marnował czasu ani sił na gadanie. Ula i Magda miały nadzieję, że teraz zatrzymają się już na noc. Wprawdzie nie było to może najwspanialsze miejsce: ot, mała kępka kosodrzewiny na stromym zboczu. Ale w okolicy naprawdę nie było nic lepszego, a one były już bardzo zmęczone. I wszystko wskazywało na to, że tak właśnie będzie. Atmosfera zrobiła się całkiem przyjemna, najedzone podróżniczki zrobiły się senne i nieskore do rozmów. Dagna przypomniała sobie o czymś.
- Czy któraś z was ma coś, co trzeba szybko zjeść? Trzeba tego pilnować, żeby się nie zepsuło.
- Ja mam - odpowiedziała Ula - Mama mi przygotowała kotlety schabowe i szynkę.
Cisza, jaka zapadła po tych słowach, powiedziała Uli, że palnęła głupstwo.
- Niech zgadnę. Powiedziałaś swoim rodzicom, dokąd się wybierasz? Oczywiście że tak, przecież ty nie umiesz kłamać! O Magdzie też im powiedziałaś?
- Nie...
- To nie gra zresztą żadnej roli. Wszyscy wiedzą, że ta wariatka marzyła o wyjściu z doliny. Trudno powiedzieć, żeby cierpiała dyskretnie. I teraz jej najlepsza i pewnie jedyna przyjaciółka przyłącza się do mnie. Ruszamy! Skoro nie potraficie trzymać języka za zębami, to nie będziecie dzisiaj spały.
- Ale dlaczego? Co? Dagmara! Dlaczego ty możesz iść za zgodą rodziców, a ja nie? - zbuntowała się Magda.
- Dlatego, że twoi nigdy by cię nie puścili. Nie zauważyłaś, że jak dotąd byłaś najbardziej ograniczaną dziewczyną we wsi? Nie pozwalali ci nawet chodzić na kilkudniowe wycieczki z innymi! Nigdy nie pozwoliliby ci odejść! Swoją drogą, musisz sama też być ograniczona, skoro dotąd nie zauważyłaś niczego. Ciekawe, czy kryje się za tym coś więcej, czy też po prostu uważają, że jesteś niedorozwinięta i nie należy zostawiać cię bez opieki?...
Nic nie pomogły kłótnie i tłumaczenia, Dagmara pozostała nieugięta. Musiały spakować wszystko w pośpiechu, zadeptać dające ciepło ognisko i znów zarzucić na plecy ciężkie worki, które teraz sprawiały wrażenie, jakby ważyły jeszcze więcej. Zapadał już zmierzch, ale niebo pozostawało bezchmurne i wschodził duży, jasny księżyc.
- To dobrze, będziemy mogły iść bezpiecznie i szybko. - stwierdziła Dagna. Pozostałe dwie dziewczyny nie podzielały jej zdania. Miła atmosfera też znikła bez śladu.



# # #



Pani Hanna, jak zwykle w ostatnich dniach, obudziła się pierwsza. Przeciągnęła się w łóżku i uśmiechnęła do zaglądającego przez okno słońca. To dobrze, zapowiada się ładny dzień... Wstała cichutko, by nie zbudzić męża i ubrała, po czym poszła do kuchni, przygotować śniadanie. Lubiła wstawać przed wszystkimi. Cicha, jasna kuchnia była wtedy jej królestwem, w którym mogla spokojnie pomyśleć: pomarzyć o przyszłości i zastanowić się nad przeszłością. Były to bardzo przyjemne chwile. Tego dnia wieczorem miały przyjść do niej przyjaciółki, by wspólnie zająć się reperacją zimowych ubrań i poplotkować trochę, postanowiła więc upiec duże ciasto drożdżowe. Tak, jedno duże i jedno mniejsze, dla rodziny. Przecież nie mogą być pokrzywdzeni!
Wciąż zamyślona, z uśmiechem na ustach, weszła do kuchni. Na stole któreś z dzieci zostawiło kartkę pergaminu. Och, gapy, powinni się już nauczyć, że nie wolno marnować kartek od Dziadka z Gór! Tyle sił poświęcał na ich produkcję, a oni to potem gubią. Będzie musiała z nimi porozmawiać. Wzięła kartkę ze stołu i dopiero teraz zauważyła, że jest ona zapisana. Z trudem odcyfrowywała pośpiesznie pisane bazgroły najstarszej córki. Zawsze pewniej się czuła w świecie cyfr niż liter. Nagle świat zawirował jej przed oczyma.
- Darku! Darku!... - krzyknęła słabo.



Ojciec Magdy, Bożydar, usłyszał krzyk żony tylko dzięki temu, że właśnie wybierał się z łopatką za róg domu, w wiadomej sprawie. Natychmiast skierował się do kuchni. Zobaczył, że Hanna opiera się o stół, blada jak kreda i wygląda, jakby za chwilę miała zemdleć. Nie czekając na to podbiegł i wziął ją na ręce.
- Co się stało, Haneczko? Źle się czujesz? Wezwać Dziadka z Gór? - zaniósł żonę do sypialni i ostrożnie położył w łóżku. Zauważyl, że kurczowo ściska w palcach kawałek pergaminu.
- Mogę?
Rozluźniła uchwyt, co uznał za zgodę. Przyjrzał się kartce i zrozumiał. Przyjął to jednak spokojniej niż ona.
- No tak. Pięknie. Wiedziałem, że kiedyś to zrobi. Nie martw się tak, kochanie! Teraz odpocznij, spokojnie. Ja pujdę po Dziadka z Gór, zobaczymy, co on powie.



Dziadek z Gór także bardzo się przejął wiadomością o ucieczce Magdy. Wbrew oskarżeniom Dagny, nie musiał wcale interesować się nagłą ciekawością świata Uli. Dzięki listowi wiedział wszystko. Na jego starczej twarzy zagościła troska. Nie chciał angażować w tę sprawę zbyt wielu ludzi, ale wiedział, że dziewczynę trzeba zatrzymać. Za wszelką cenę. Po chwili namysłu zdecydował się.
- Przyprowadź do mnie Złotilija i Aleksa, najstarszego syna Wiatrochwyta. Ja pójdę do rodziców Dagmary, muszę zapytać ich o parę spraw.
Z rozmowy z rodzicami Dagny nie dowiedział się zbyt wiele, poza tym, że dziewczyna miała przechodzić Południowym Korytarzem. A to zawsze coś. Andrzej i Krystyna nie byli zbyt podobni do swojej córki (albo raczej ona do nich). Wszyscy wiedzieli, że dziewczyna wdała się w swoją babkę, kobietę tak złośliwą, że nikt nie mógł z nią wytrzymać. Nikt z wyjątkiem jej męża, ale to już była inna historia...
Kiedy Aleks i Złotilij stawili się na miejscu, mieli już pewne podejrzenia co do swojego zadania. Nie zawiedli się: dostali instrukcje, jak dojść do Południowego Korytarza, po czym kazano im przygotować się do drogi i wyruszyć najszybciej, jak to możliwe. Nie zwlekali ani minuty, ale czekała ich daleka droga,należało się do niej odpowiednio przygotować. Zanim zebrali wszystko i mogli ruszać, słońce przeszło już większość swej drogi po nieboskłonie. Dziewczyny miały nad nimi cały dzień przewagi...
[Powrót] Komentuj









~Świt...












Księga gości
Wpisz się
Oglądaj

Archiwum

>"Po Drugiej Stronie Gór" (nowa wersja)
rozdział I

"Po Drugiej Stronie Gór" rozdział II
"Po Drugiej Stronie Gór" rozdział III
"Po Drugiej Stronie Gór" rozdział IV
"Po Drugiej Stronie Gór" rozdział V
"Po Drugiej Stronie Gór" rozdział VI
"Po Drugiej Stronie Gór" rozdział VII
"Po Drugiej Stronie Gór" rozdział VIII
"Po Drugiej Stronie Gór" rozdział IX
"Po Drugiej Stronie Gór" rozdział X
"Po Drugiej Stronie Gór" rozdział XI
"Po Drugiej Stronie Gór" rozdział XII
"Po Drugiej Stronie Gór" rozdział XIII

Klaus i Trudi

"Historia Nimleth i Gharra"

"Po Drugiej Stronie Gór" (stara wersja) cz.
I

"Po Drugiej Stronie Gór" cz. II
"Po Drugiej Stronie Gór" cz. III
"Po Drugiej Stronie Gór" cz. IV
"Po Drugiej Stronie Gór" cz. V




Linki
Moje
Niezapominajka
mój pierwszy blog

Kaczogród

Lily
takie sobie wynurzenia...

Oceny
Poczochrane
Najlepsze oceny w sieci.

Gildia Białego Kruka

Marking Stories

Pastwisko
tu my oceniamy książki

Przyjaciele
Piórem i Pazurem
Opowiadania Zebrane niejakiej Traq.

Och, Sev!

Żona dla Śmierciojada

Industrial Diseases

Dyskretny Urok Smoków
Kroniki Silv, pióra RinVa.




Bloguj.Net
Created By Sunshine
Powered By Blog